Okładka

Na pewno każdy z Was kojarzy okładkę Nirvany z pływającym pod wodą bobasem. Od kiedy zobaczyłem tę okładkę w sklepie, zacząłem się zastanawiać czy faktycznie tak jest, że noworodki potrafią instynktownie “pływać”, a co najważniejsze czy faktycznie potrafią wstrzymywać oddech na tak długo gdy są pod wodą. Youtube jest pełen filmów z pływającami bobasami – zatem to musi być prawda. My musieliśmy jednak sprawdzić to empirycznie. Zapisaliśmy się na basen z niemowlakiem! Oczywiście – żartuję, sprawdzenie czy tak faktycznie jest było rzeczą drugorzędną, przede wszystkim chcieliśmy zadbać o rozwój malucha oswajając go z wodą już od samego początku. Zalety tej aktywności są dobrze opisane tutaj.

Basen z niemowlakiem

Korzyści z chodzenia na basen z niemowlakiem są niezaprzeczalne. W tym wpisie chciałbym jednak opowiedzieć Wam jak to wyglądało w moim przypadku, ponieważ zdałem sobie sprawę, że jestem typowym NIEOGARNIĘTYM ojcem. Na pierwszą lekcję z Szymisiem poszła Agata, więc przełamała pierwsze lody i zbadała grunt (lub dno jak kto woli). Mnie pozostało tylko iść z Szymisiem drugi raz i działać dokładnie według jej instrukcji, na którą składało się kilka prostych punktów (zapiszcie sobie je jako know how):

  • Spakuj się rano i zapamiętaj, co gdzie jest w plecaku.
  • Wyjedź 40 min wcześniej – inaczej się spóźnisz. 
  • Poproś o szatnię dla niepełnosprawnych – jest większa i jest mniej ludzi.
  • Gdy będziesz się przebierać do wyjścia to wsadź Szymona do wanienki, daj mu zabawkę i ustaw w bezpiecznym miejscu. (Mamy fajną wanienkę, w której Szymiś może siedzieć – wtedy był jeszcze zbyt mały aby mógł z niej wyjść)
  • Umyj go po basenie, by chlor nie został na jego ciele.
  • Nakarm go po basenie i sam coś zjedz – będziesz głodny.
  • Nie utop nam dziecka!

W moim przypadku z powyższej instrukcji udało się niestety (albo stety) zrealizować tylko ostatni punkt. Po kolei.

Wyjazd

Zacząłem się pakować 40 min przed basenem. Czyli ani rano, ani wcześniej. W skrócie wrzucałem wszystko jak leci do plecaka, bo czułem podskórnie, że jednak mogę się spóźnić. Porwałem Szymisia pod pachę, wsiedliśmy do auta i pomknęliśmy na basen, który zaczynał się o 17. O 16:59 byłem w recepcji – czyli zdążyłam, tyle tylko, że jeszcze trzeba się przebrać. No i poprosić o szatnię dla niepełnosprawnych. No to proszę:

– Przepraszam, czy mogę prosić o szatnię dla niepołnosprawnych.

– Nie.

– Ale żona…

– Nie może Pan.

– Ale dlaczego?

– Bo jest już zajęta.

– Ale ja z dzieckiem…

– Czego Pan nie rozumie?

Dałem za wygraną.

Szatnia

Wpadłem do szatni ogólnej i zacząłem obmyślać plan jak przebrać Szymisia i siebie samego. Pewnie gdybym miał wszystko przygotowane to byłoby prościej – ale nie miałem. Zacząłem wszystko wywalać na ławce w poszukiwaniu swoich szortów i pieluchy pływackiej Szymisia. Po ok 10 minutach, wywaleniu całego plecaka na ławkę i podłogę oraz upchnięciu wszystkiego z powrotem do szafki – byliśmy gotowi.

Basen – zajęcia

Dzielnie wkroczyliśmy na pływalnię rozsiewając czar i zachwyt 15 minut po rozpoczęciu zajęć – spotkaliśmy się jednak z karcącym spojrzeniem prowadzącego więc szybko wskoczyliśmy do basenu aby wmieszać się w tłum. Jak się okazało tłumem była grupa młodych matek – więc średnio się ukryliśmy, ale za to otworzyły się nowe perspektywy na zajęcia.

Ćwiczenia polegały przede wszystkim na chodzeniu wkoło w płytkim basenie i wykonywanie określonych ćwiczeń. Ja z Szymisiem i 8 młodych matek.Taki basen to ja rozumiem. Generalnie to Szymiś świetnie sobie dawał radę – nie musiałem mu wiele pomagać – zwłaszcza, że byłem zajęty rozsiewaniem swojego czaru w kółeczku basenowym – oczywiście wśród młodych matek. Żałowałem, że nie wziąłem z domu czapki kapitana.   

Szymiś był wniebowzięty zajęciami – machał rączkami i nóżkami najsilniej jak mógł i prawie cały czas się śmiał i uśmiechał. Ja też.

Przebieranie

Zgodnie z instrukcją po zakończonych zajęciach poszliśmy pod natrysk, wykąpałem Szymisia w wanience i w szatni postawiłem go w bezpiecznym miejsce. Przebieranie po basenie miałem już przemyślane bazując na doświadczeniach walki przy wejściu. Postanowiłem, że najpierw ja się przebiorę, a potem zajmę się Szymisiem. Oczywiście zrządzeniem losu moja szafka była zaraz obok szafek młodych matek z basenu więc na bieżąco zaczęliśmy wymienić się spostrzerzeniami i doświadczeniami  z zajęć. Wymieniliśmy uwagi co do ćwiczeń, postępów jakie robią nasze dzieci, ogólnego stanu motoryczno-ruchowego naszych pociech, a skończyliśmy na ważnych tematach około rodzicielskich  – czyli ile śpimy, kiedy ostatni raz sprzątaliśmy dom, jaki mam numer telefonu, itp itd. Nagle, w środku naszej dyskusji z dala szatni dało się słychać ciche kwilenie, oraz zaraz męski głos:

– To dziecko właśnie uderzyło się o ławkę! 

Oraz coraz głośniejszy płacz.

Wzruszyłem tylko brwiami – ktoś te dzieci powinien lepiej pilnować – pomyślałem i wróciłem do ważkiej rozmowy na temat przewagi butelek z szybko ssącym dziubkiem nad wolnossącymi. Głos jednak się powtórzył – tym razem dobitniej.

– Halo! Czyje to dziecko.

Dziecko. Czyje to dziecko. Ciekawe, czyje to….

– Szymon!!! (pamiętacie scenę z Kevina jak się orientują, że o nim zapomnieli?)

Tak to mniej więcej wyglądało.

Moje przeczucie mnie nie myliło – tak, to było moje dziecko.

Jak się okazało postawiłem Szymisia zbyt blisko ławki i jak się znudził zabawką to zaczął interesować się całą okolicą i ławka stanęła mu na drodze.

Ale wracając do rozmowy z młodymi matkami…

Nie, no żartuję.

Na szczęście Szymiś bardziej się przestraszył niż uderzył i po chwilowym utuleniu w ramionach już był znów cały rozpromieniony. Szybko uczę się na błędach więc poprosiłem tego Pana, aby popilnował Szymisia, żebym mógł skończyć rozmawiać z młodymi matkami. Oczywiście żartuję – nie spuszczałem już go z oczu. Przebraliśmy się i już w spokoju wyszliśmy z basenu i wtem.. zaczął padać deszcz.

Powrót

Po co ja się w ogóle przebierałem? Pobyłem suchy jakieś 10 minut po czym znów byłem cały mokry. Pobiegliśmy do samochodu. Oczywiście, nie wziąłem sobie nic do jedzenie więc zacząłem być głodny. Przygotowałem butelkę Szymisiowi, ale w samochodzie było nam dość ciasno oraz gorąco (na zewnątrz cały czas lało), więc Szymon zjadł tylko pół butelki. Miałem nadzieję, że wystarczy. Nie wystarczyło. W połowie drogi, tak się rozpłakał, że musiałem zatrzymać się na poboczu aby go utulić i dokarmić. Dopiero wtedy poszedł spać.

Basen z niemowlakiem – Happy wet end

Najważniejszy punkt instrukcji pt. „basen z niemowlakiem” jednak został zrealizowany. W drzwiach domu przekazałem Szymona Agacie i dorwałem się do lodówki, aby nadrobić straty kaloryczne i psychiczne. Byłem wykończony. Za to Szymon jak się obudził to wyglądał na zadowolonego.

Szymiś uwielbia basen i tylko kiedy możemy staramy się chodzić na zajęcia. Nie jest to łatwe przedsięwzięcie jeśli chodzi o logistykę, ale bogatszy o cenne doświadczenia już wiem jak to robić sprawniej, bo po prostu jak to w życiu – wszystko jest łatwiejsze gdy słucha się żony. Instrukcja powyżej. Nie ma za co.


1 komentarz

HARTOWANIE przy -20 C — Tatownik.pl · 13 października, 2021 o 7:14 pm

[…] gorszy mógł być tylko przerębel – ale cóż, Szymon jeszcze wtedy nie potrafił pływać. Albo potrafił, tylko my o tym jeszcze nie wiedzieliśmy? Za rok tam […]

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

szesnaście − siedem =