Szkoła rodzenia – czy warto?

Szkoła rodzenia. Na pewno wiele przyszłych rodziców zastanawia się czy warto w niej uczestniczyć, w jakiej formie i w którym trymestrze ciąży się na nią zapisać. Są do wyboru kursy odbywające się cyklicznie przez kilka tygodni – w formie 1-2 godziny w tygodniu lub kursy weekendowe. Są szkoły w szpitalach, w których można rodzić, ale do wyboru też są inne różne placówki i kursy on-line.

Szkoły rodzenia pięknie się reklamują, że przygotują oboje rodziców do nowej roli – ale jakie tak naprawdę są realia jeśli chodzi o przekazywaną wiedzę?

My, zastanawialiśmy czy w ogóle jest sens iść. Wydawało się nam, że może to być trochę strata czasu, ale z drugiej strony dręczyła nas myśl: “a nóż coś ważnego nas o mnie”? Ostatecznie zdecydowaliśmy się zapisać – do szkoły rodzenia szpitala, w którym Agata miała rodzić. Przede wszystkim z ciekawości, ale też z poczucia, że zrobiliśmy wszystko, aby przygotować się do roli rodziców jak najlepiej. W końcu poprawność i poczucie porządności wygrała. 

Wybraliśmy kurs weekendowy. Nie chcieliśmy zbytnio ryzykować i angażować zbyt dużo naszego czasu jeśli okazałoby się, że kurs jest nieprzydatny, oklepany albo po prostu nudny. To co jest również ważne – zapisaliśmy się w 7 miesiącu ciąży – więc jakąś część wiedzy zdążyliśmy już sobie przyswoić z ogólnodostępnych źródeł.

Oto krótkie podsumowanie tego, czego się dowiedzieliśmy na szkole rodzenia oraz tego czego się nie dowiedzieliśmy, a wydaje nam się, że jest ważne.

Zacznijmy od tego co nam powiedzieli:

Co powiedzieli?

Dzień 1

  • Jak powinna żywić się mama w czasie ciąży – usłyszeliśmy kilka  podstaw jeśli chodzi o żywienie. Co jeść, czego nie jeść, co pić, czego nie pić, co palić, czego nie palić. Niby fajnie, ale …. był to dla nas 7 MIESIĄC ciąży. W zasadzie to wszystkie pary były już w zaawansowanych ciążach. Jeśli okazałoby się, że robimy coś źle, mielibyśmy mało czasu na reakcję. Na szczęście Szymisia w naszym przypadku poziom konsumpcji warzyw i owoców były na odpowiednim poziomie. Podsumowując, temat oczywiście ważny, ale przekazany trochę za późno, tak jakby robić komuś instruktaż w połowie skoku ze spadochronem, a nie przed. 
  • Zadali pytanie: Jakie mamy oczekiwania wobec dziecka – było to ćwiczenie wprowadzające i zapoznawcze. Dość dziwne, ponieważ polegało na napisaniu i przeczytaniu rzeczy, których oczekujemy od przyszłego dziecka. Wiadomo, pary pisały, że chciałby by aby ich dziecko było zdrowe, szczęśliwe, bla, bla, bla. Inne pisały, że chcą aby ich dziecko przejęło dobre cechy obojga rodziców, żeby ćwiczyło sport, bla, bla, bla. Dla nas było oczywiste, żeby….. nie napisać NIC. Staramy się nie mieć żadnych oczekiwań i tego się trzymamy. Niby to była zabawa ale trochę patrzyłem na to z boku z dużą dozą zwątpienia. Byliśmy jedyną parą, która nie napisała nic. Bo przecież będzie jaki będzie. To jego życie. My postaramy się jedynie przekazać mu swoje wartości.

Karta porodu – ważna rzecz

  • Jak wypełnić kartę porodu – to jest dopiero temat! Ha! Karta porodu. Przyszłe mamy miały za zadanie wypełnić swoją kartę porodu. Dla przypomnienia karta porodu jest to krótki dokument, w którym przyszła mama opisuje, jak chciałyby aby przebiegał jej poród, co może się zadziać, a co nie może. Czy lekarz może dokonać cięcia czy matka pozwala na podanie oksytocyny czy w czasie porodu ma grać kwartet smyczkowy, itp, itd. Kartę tę przekazuje się położnym w momencie przyjęcia do szpitala. Położne mają się z nią zapoznać i dostosować się do wytycznych w niej zawartych. Oczywiście tych możliwych do spełnienia. Częstym punktem wpisywanym było prawo do znieczulenia, którego w zasadzie nie trzeba wpisywać bo to w końcu prawo. Wydawałoby się, że karta porodu to rzecz ważna i potrzebna aby rodzić po ludzku, jak na XXI przystało. Tyle tylko, że mam wrażenie, że karta ta jest nie wszędzie respektowana i brana pod uwagę. W szpitalach przynajmniej publicznych jest jak jest – u Agaty nawet do niej nie zajrzeli, a o znieczuleniu nie było mowy. Po prostu – nie ma i nie będzie. NASTĘPNA! Agata dostała gas na pocieszenie. Impreza na całego. Oczywiście przy wypisie, Agata musiała podpisać glejt, że poród przebiegł zgodnie z jej kartą porodu. Żart za żartem.
  • Co zapakować do torby –  rozmawialiśmy o standardowej liście rzeczy do zabrania przez mamę do szpitala: ręczniki, podkłady, produkty higieniczne, badania itp, itd. Jednakże, w naszym przypadku okazała się niepełna. Więc w tym temacie w drugiej sekcji wpisu.

Tutaj gdzieś nastąpił koniec dnia pierwszego. Mieliśmy wiele wątpliwości czy wracać kolejnego dnia. Jednak wróciliśmy. Jedna para nie wróciła. Spryciarze. 

Dzień 2

Oto kolejne tematy, o których rozmawialiśmy:

  • O roli ojca w czasie porodu – ten temat przemilczę bo w czasie COVID ta rola głównie sprowadzała się do roli taksówkarza – więcej tutaj.
  • O banku komórek macierzystych – ten blok był dla nas dość kontrowersyjny. Przyszła babeczka – ewidentnie sprzedawca z banku komórek macierzystych i zaczęła opowiadać o zaletach oddania tychże komórek w ich zamrażarki. Trwało to dość długo – ze 2 godziny – w skrócie marketingowo-sprzedażowa nawijka plus sesja pytań i odpowiedzi. Rodzice dzielili się na dwie grupy – tych sceptycznych i tych co już się zapisali na pobranie w czasie porodu. My ze względu na obecny stan wiedzy naukowej w tym temacie, podchodzimy do niego dość chłodno – głównie przez brak solidnych badań, brak zgody środowiska naukowego co do zalet tej metody, niewielką liczbę jednostek chorobowych, w którym te komórki mogą pomóc no i oczywiście relatywnie wysoki koszt. Wiadomo, każdy ma prawo wyboru – jednakże, ja czułem duży niesmak czując się jak na spotkaniu sprzedażowym wbrew swojej woli – nie po to tam poszedłem! Ale za to kupiłem walizkę sztućców bo też Pani sprzedawała! Bardzo dobra jakość – polecam. Niemieckie. Dam namiar jakby co. Przy poleceniu 20% rabatu.

Co jeszcze?

  • Jak wykonywać ćwiczenia oddechowe i się relaksować – leżeliśmy na materacach i ćwiczyliśmy oddech. Prawie zasnąłem, więc było relaksująco.
  • Jak kąpać i przewinąć bejbika – ćwiczenia wykonywane na lalce, aczkolwiek pozostawione na sam koniec, więc można było szybko tą część odbębnić, pójść do domu i cieszyć się resztą niedzieli. My oczywiście….odbębniliśmy. Lalka szybko została umyta, przewinięta i już siedzieliśmy w aucie wracając do domu ciesząc się, że to już koniec.

Tak pokrótce wygląda rzeczy które nam powiedzieli. Jak się domyślacie, po tych dwóch dniach mieliśmy wiele wątpliwości co do treści, które zostały nam przekazane. Zaczęliśmy się zastanawaiać czy dobrze zaadresowały nasze potrzeby i czy jest coś co według nas zostało pominięte.

Teraz subiektywna lista tego czego nam nie powiedzieli, a naszym zdaniem powinni:

Czego nie powiedzieli

  • Jak udzielać pierwszej pomocy dziecku – temat bardzo ważny, bo to od naszej szybkiej reakcji może zależeć życie i zdrowie naszego maluszka. Zbyt duży haust wody, zbyt duży kawałek pizzy czy przypadkowo fruwający liść mogą być źródłem wielu problemów i stresu. Warto wiedzieć jak sobie w takich sytuacjach radzić. My dokształcaliśmy się niestety tylko z Internetu – zapewne w niewystarczającym stopniu. Nie powinno tak to wyglądać i szkoły rodzenia moim zdaniem powinny brać to pod uwagę. Oczywiście są do tego dedykowane kursy, ale moim zdaniem ten aspekt wiedzy powinien znaleźć się w programie szkół.
  • Jak kobieta powinna zadbać o siebie po porodzie – głównie w kontekście stanu dróg rodnych po wypchnięciu małego ludzika. Jest szereg lekarzy – uroginekolog, urofizjoterapeuta, którzy doradzają jak zadbać o swoje ciało aby wszystko wróciło na swoje miejsce. Temat mało dyskutowany, a przecież dla kobiet jeden z ważniejszych! Dla facetów też! Myślę, że wiadomo o co chodzi, w końcu jak wziąć, piłkę lekarską i przepchnąć ją przez gumowy wąż, a potem spróbować to samo, z pałeczką od sztafety to doświadczenia mogą być zgoła inne. No, chyba wiecie o co mi chodzi.
  • Że do szpitala trzeba wziąć oprócz standardowej wyprawki, jeszcze: nóż, łyżkę, widelec i ogólnie naczynia do jedzenia no i najważniejsze: JEDZENIE. Niby wszyscy wiemy, jak wygląda żywienie w naszych szpitalach, ale jakoś w momencie porodu wylatuje to z głowy. A nic tak nie poprawia humoru gdy naprawdę jest źle jak świeży owoc czy kawałek czekolady. Nie będę nawet przytaczał porównania porcji żywieniowej więźnia i kobiety rodzącej bo to nie ma sensu. Ja na drugi dzień po porodzie jechałem z całą wałówką. A część rzeczy Agata mogła już mieć ze sobą.

I na koniec – pół żartem, pół serio

  • Żeby nie kupować ubranek i zabawek – zawsze ktoś przyniesie. Zawsze.
  • A jeśli już o ubranka chodzi, no to oczywiście powinien być kurs z doboru ubranek: body, body kopertowe, śpiochy, pajacyki, kaftany etc. Za dużo aby ogarnąć i pamiętać co z czym i kiedy. W Internecie oczywiście wszystko jest, ale krótkie przygotowanie też by się przydało.

Szkoła rodzenia – nasza perspektywa

Dla nas było to doświadczenie dosyć dziwne. Myślę, że niewiele się dowiedzieliśmy, ale z drugiej strony dało to nam pewność, że w miarę możliwości jesteśmy gotowi i świadomi tego co nas czeka. Tylko czy warto było za to płacić? 

Gdy tak tam siedziałem i jednym uchem słuchałem to patrzyłem tęsknym okiem za okno, myśląc, czy przypadkiem, jak to bywało na studiach – po przerwie po prostu nie wrócić na zajęcia?


1 komentarz

Pierwsze święta i CZKAWKA - czy asertywność jest ważna? — Tatownik.pl · 2 października, 2021 o 6:00 pm

[…] PS. Czy asertywności rodzicielskiej nie powinni uczyć na szkole rodzenia? […]

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

7 + 18 =